08.wasniowski

 

 

 

Być Pocieszonym przez Maryję.
Rozmowa z ks. Prałatem Józefem Waśniowskim
– kaznodzieją Tygodnia Maryjnego
i emerytowanym kustoszem Sanktuarium MB Pocieszenia w Pasierbcu.

 

 


Pamiętam, że kiedyś podczas jednego ze spotkań młodzieżowych na Pasierbcu młodzi w ramach wdzięczności podarowali figurkę Matki Boskiej Limanowskiej. Nie mogę zapomnieć tego co Ksiądz Prałat wtedy z nią zrobił - przytulił się do niej jak dziecko. Stąd pierwsze pytanie: Kim jest dla Księdza Prałata Matka Boża…nie tyle dla kustosza sanktuarium, ale dla Józefa Waśniowskiego.
Na pewno kimś bardzo ważnym. Nabożeństwo do Matki Boskiej Bolesnej wyniosłem jeszcze z domu rodzinnego. Od początku wychowywałem się też i wzrastałem, a później również pracowałem blisko Matki Boskiej - najpierw w Okulicach, później w Bochni, gdzie chodziłem do szkoły, następnie już jako kapłan w Niedomicach, w Dębicy czy Szerzynach. Ze szczególnym kultem Matki Bożej spotkałem się również w tarnowskiej katedrze. Pracując jako wikariusz w pobliskiej Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, posługiwałem tutaj nieraz w konfesjonale czy też modliłem się osobiście przed naszą tarnowską cudowną pietą. Rozpoczynając zaś pracę jako proboszcz w Parafii Matki Boskiej Pocieszenia w Pasierbcu, czułem jednocześnie ogromną łączność z limanowskim Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej i przez to, trochę na jego wzór, starałem się wprowadzać nabożeństwa w Pasierbcu, ku czci Matki Bożej Pocieszenia. Ale tej łączności nie widziałem tylko zewnętrznie. U stóp Maryi w Limanowej nieraz modliłem się sam w ciszy, powierzając różne sprawy i problemy, których nigdy nie brakowało. Dlatego, kiedy dostałem tę figurę od młodzieży odczułem to jako szczególny znak. Nie tylko młodzieży, ale i Jej samej, przychodzącej do mnie na koniec mego posługiwania w parafii. Dlatego odruchowo przytuliłem tę figurę, jako moją Matkę Bożą, a potem postawiłem sobie na biurku gdzie pracuję. I ona mi odtąd towarzyszy.


Takie gesty z niczego się nie biorą, ale są zwierciadłem tego co czujemy. Trzeba Maryję kochać i czuć się kochanym, alby tak wiele dla Niej zrobić…Przez wiele lat pracował ks. Prałat w Sanktuarium na Pasierbcu. Czym jest sanktuarium? Czym się różni od zwykłej parafii.
W każdej parafii są „typowe” nabożeństwa, na których skupia się życie danej wspólnoty. Sanktuarium ma pewne formy ubogacające i wyróżniające. Jego fundament tworzy modlitwa. To miejsce, gdzie jest szczególny klimat modlitwy. Ona daje fundamenty większej duchowej wrażliwości. Wokół tytułu sanktuarium rodzi się pragnienie łączności z Bogiem poprzez Maryję. To zauważyłem przez te kilka dni również w waszym kościele. Tu jest więcej tej modlitwy, która ubogaca życie liturgiczne i duszpasterskie. Ludzie tu przychodzą w ciągu dnia, korzystają z Sakramentu Pokuty czy Eucharystii i jeszcze potem idą przed Najświętszy Sakrament, ale w Jego bliskości jest cudowna figura Maryi. Ludzie są w nią wpatrzeni i potrzebują, aby pobyć u Matki. Tak. To modlitwa ludzi tworzy ten fundament.


Podczas tygodnia maryjnego wiele razy powtarzał Ks. Prałat, że będzie się modlił i robił wszystko, aby nasza pieta była koronowana. Dlaczego to takie ważne? Co i komu może dać przybranie naszej Matki Bożej koronami?
Koronacja to urzędowe potwierdzenie kultu. Dekretem papieża czy biskupa na ten kult zwraca się uwagę i umacnia. Zazwyczaj po koronacji ruch modlitewny, obecny wcześniej, przybiera na sile. Tego doświadczyłem w Pasierbcu. Tamtejsza koronacja bardzo zapadła w świadomości. Od koronacji rozwinął się ruch pielgrzymkowy, a my duszpasterze odnosiliśmy się do tego jak do autentycznego potwierdzenia tego ważności tego miejsca.
Koronacja to oczywiście akt zewnętrzny, ale aby odniosła swój skutek powinna być dobrze przygotowana i przeżyta nie tylko przez duszpasterzy, ale i przez wiernych, którzy się będą angażować, modlić tak przed koronacją jak i po. Trzeba robić wszystko, aby ludzi przylgnęli to tego miejsca.


Wspominany wcześniej Pasierbiec stał się w latach posługi Księdza Prałata nie tylko ośrodkiem modlitwy, ale też miejscem, gdzie można po prostu dobrze się czuć. Wyjątkowa świątynia na wzgórzu, plenerowa droga krzyżowa, zaplecze sanktuarium… Czy ksiądz Prałat mógłby w kilku słowach powiedzieć coś o tym miejscu? Dlaczego warto tam pojechać?
W Pasierbcu spotkacie przede wszystkim ludzi, którzy się modlą. Nie tylko za siebie – również za innych. Czuje się tam tę wspólnotę modlitwy a ludzie tego bardzo potrzebują… I chyba nie potrzeba innych wyjątkowych znaków. Ta pobożność ludzka jest wystarczająco przemawiająca.

Dlaczego Maryję, którą u nas czcimy jako Panią Bolesną na Pasierbcu jest czczona jako Matka Boska Pocieszenia? Przecież Maryja w różnych obrazach i wezwaniach to ciągle ta sama osoba.
Ten tytuł jest wzięty z obrazu. Jest na nim napisane: Matko Boża Pocieszna módl się za nami. Sam zaś obraz przedstawia Matkę Boską w stanie błogosławionym niosącą nam na ziemię Jezusa – „największą pociechę”.


No właśnie… Każdy z nas na swój sposób tego potrzebuje. Wszyscy doświadczamy trudu życia, czasem smutku, nieraz różnych boleści. Czujemy, że bliżej nam nieraz do Maryi Bolesnej jak do Tej pocieszającej… Co zrobić, aby móc zostać naprawdę pocieszonym przez Maryję?
Fundamentem jest nasza wiara, modlitewne nastawienie. Ludzi są dzisiaj bardzo zagubieni. To nie znaczy, że są gorsi – na pewno są inni. Widzą inne potrzeby. Brak czasu, pogoń, konkurencja i rywalizacja zaciera trochę duchowe potrzeby zwłaszcza w młodszym pokoleniu. Dlatego potrzebują tej pociechy. Ci co to czują powinni poprzez modlitwę, dobry przykład powinni docierać do innych z tym pocieszeniem jakie same dostają od Matki Bożej bo przecież człowiek wierzący jest przekonany, że z tego daru korzysta. Otoczyć ludzi pocieszeniem przez życzliwość, miłość,. ofiarowanie swoich krzyży. To szczególna forma apostolska. Dzisiaj samo mówienie nic nie daje, bo ludzie mało słuchają. ważny jest ten osobisty kontakt. Świadectwo, może być stokroć bardziej owocne jak niejedno kazanie. Ale resztę trzeba zostawić Panu Bogu. Spokojną pracą przekazujmy dalej pocieszenie Maryi..
Pocieszać aby samemu doznać pociechy. Zobaczyć Maryją w innym człowieku i dać innym spotkać Ją w sobie. Obyśmy tylko potrafili zrobić to w praktyce. Bóg zapłać za rozmowę


Z Ks. Józefem Waśniowskim rozmawiał Ks. Daniel Świątek

Saturday the 15th - .